Zarządzanie Firmą

Konsulting jako inwestycja, nie koszt. Bariery rozwoju sektora MŚP w Polsce.

Sektor małych i średnich przedsiębiorstw generuje niemal połowę polskiego PKB. Mimo to, w obliczu kryzysu finansowego lub ściany wzrostowej, polscy przedsiębiorcy rzadko szukają pomocy na zewnątrz. Dlaczego na Zachodzie doradca biznesowy to naturalny partner w rozwoju, a w Polsce wciąż traktowany jest jak zbędny wydatek? Przyglądamy się barierom, które blokują potencjał rodzimego biznesu.Większość polskich firm z sektora MŚP rodziła się z czystej pasji, determinacji i ciężkiej pracy. To imponujące historie sukcesu, w których właściciel był jednocześnie dyrektorem handlowym, kadrowym i głównym strategiem. Jednak to, co pozwoliło firmie przetrwać pierwsze lata i urosnąć, w pewnym momencie staje się jej największym hamulcem. Gdy na horyzoncie pojawiają się problemy z płynnością finansową lub przeciwnie – szansa na gwałtowny skok skali działania – intuicja założyciela przestaje wystarczać.Podczas gdy ich koledzy z Niemiec czy Wielkiej Brytanii w takich momentach natychmiast dzwonią po zewnętrznych ekspertów, polscy przedsiębiorcy wolą gasić pożary samotnie.

Syndrom „Zosi Samosi”, czyli mentalna barykada polskiego biznesu.

Największa przeszkoda w rozwoju polskiego sektora MŚP nie leży w prawie podatkowym ani w braku kapitału. Kryje się ona w psychologii. To głęboko zakorzeniony syndrom „Zosi Samosi” – przekonanie właściciela, że nikt nie zna jego firmy lepiej niż on sam i nikt nie rozwiąże jej problemów skuteczniej.

Większość polskich przedsiębiorców budowała swoje biznesy w warunkach permanentnej zmiany i transformacji ustrojowej. Nauczyli się ufać wyłącznie sobie. W efekcie mikro- i średni menedżerowie w Polsce chorują na ekstremalną centralizację władzy. Delegowanie zadań operacyjnych przychodzi im z trudem, a dopuszczenie kogoś z zewnątrz do strategicznych finansów firmy graniczy z cudem.

Na Zachodzie (np. w dojrzałym niemieckim modelu Mittelstand) zatrudnienie zewnętrznego doradcy nie jest ujmą na honorze prezesa. Jest dowodem profesjonalizmu. W Polsce korzystanie z konsultingu wciąż bywa błędnie postrzegane jako kapitulacja lub przyznanie się do błędu: „Skoro muszę prosić o pomoc, to znaczy, że sobie nie radzę”. Nic bardziej mylnego.

Finanse liczone „na oko”, czyli gaszenie pożarów zamiast strategii

Kolejną barierą jest podejście do zarządzania kapitałem. Wiele małych i średnich firm w Polsce wciąż stosuje uproszczoną analitykę finansową. Decyzje strategiczne podejmuje się na podstawie metody kasowej – patrząc na aktualny stan konta bankowego, a nie na realne przepływy pieniężne (Cash Flow), strukturę marży czy prognozy rentowności.

Taki model zarządzania sprawia, że potrzeba zatrudnienia doradcy finansowego zostaje zauważona zbyt późno. Polskie MŚP szukają konsultantów zazwyczaj w dwóch przypadkach:

  1. Pod przymusem zewnętrznym – gdy wymaga tego bank przed udzieleniem kredytu lub audytor przy rozliczaniu dotacji unijnej.
  2. W stanie krytycznym – gdy w oczy zagląda widmo bankructwa, a na ratunek potrzeba już nie doradcy strategicznego, lecz syndyka lub syndykatu naprawczego.

Dla porównania, w Europie Zachodniej konsulting finansowy i tzw. fractional management (wynajmowanie dyrektora finansowego na kilka godzin w tygodniu) to standard służący proaktywnej optymalizacji. Zachodnie firmy zatrudniają ekspertów, gdy na koncie mają nadwyżki, by dowiedzieć się, jak zarobić z nich jeszcze więcej i bezpiecznie skalować biznes.

Koszt czy inwestycja?

Kwestia zmiany optykiKluczowy problem leży w sposobie księgowania usług doradczych w głowach przedsiębiorców. W Polsce faktura od konsultanta jest postrzegana jako „czysty wydatek” – taki sam jak zakup paliwa czy opłacenie energii. Skoro nie można go dotknąć i postawić na magazynie, pojawia się opór przed jego poniesieniem.

Wynika to po części ze złej sławy, jaką konsultingowi zrobiły gigantyczne, korporacyjne agencje. Mały przedsiębiorca utożsamia doradztwo z “Wielką Czwórką”, milionowymi kontraktami i opasłymi, teoretycznymi raportami w PowerPoincie, z których niewiele wynika dla codziennej praktyki.

Tymczasem nowoczesny konsulting dla MŚP wygląda zupełnie inaczej. To butikowe firmy i niezależni eksperci, którzy pracują bezpośrednio w procesach klienta. Dobre doradztwo biznesowe to nie koszt, ale inwestycja o mierzalnym zwrocie (ROI). Jeśli doradca kosztuje firmę 20 tysięcy złotych, ale dzięki jego audytowi procesów i restrukturyzacji kosztów firma oszczędza 100 tysięcy rocznie lub zwiększa marżę o 5% – inwestycja zwraca się błyskawicznie.

Czas na dojrzałość rynkowąPolski sektor MŚP doszedł do ściany, której nie przebije samą tylko intuicją i pracą po 16 godzin na dobę. Globalizacja, cyfryzacja oraz presja kosztowa wymagają twardych danych i chłodnej, zewnętrznej perspektywy.Przedsiębiorcy, którzy jako pierwsi porzucą dumę „Zosi Samosi” i zaczną traktować wiedzę zewnętrznych ekspertów jako dźwignię do wzrostu, zyskają gigantyczną przewagę konkurencyjną. Reszta spędzi kolejne lata na gaszeniu pożarów, zastanawiając się, dlaczego zachodni konkurenci rozwijają się dwa razy szybciej.

 
 

poradnikfinansowy.pl

About Author

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *